Kreacja na najważniejszy dzień

Panna młoda może rozwiązać problem ze ślubną sukienką podczas wizyty w kamienicy przy ul. Asnyka 2a. Na pewno wybierze coś dla siebie, spośród ponad stu modeli, jakimi dysponuje wypożyczalnia.

- Przyszła mężatka może u nas wybierać ślubną kreację spośród naprawdę bogatej oferty – mówi Anna Dyląg, właścicielka wypożyczalni – mamy sukienki na wesele: francuskie, amerykańskie, włoskie, i coraz lepsze, coraz piękniejsze, polskie – dodaje.

Wypożyczalnia czynna jest codziennie od godziny 10.00 do 17.00.
Przeróbki na zamówienie

W tym sezonie są modne dwa fasony sukien: z podwyższonym stanem, nazywana princessą, i z obniżonym, rozszerzająca się u dołu. Ślubne suknie ozdabiane są gipiurą, perełkami, nie kończącą się liczbą halek, fiszbinami. Modny jest tzw. styl kwiatowy, który polega na tym, że sukienkę ozdabia się drobnymi, kolorowymi kwiatkami. – Nadal najmodniejszym ślubnym kolorem jest biel. Są tacy, którzy wolą np. kolor kremowy, ale ja jestem tradycjonalistką i zdecydowanie polecam biel, na ten jeden jedyny dzień w życiu – mówi Anna Dyląg.

W wypożyczalni są różne fasony sukienek i różne rozmiary. Jeżeli zajdzie taka potrzeba, na miejscu robi się drobne przeróbki. Można sukienkę skrócić, poszerzyć lub zwęzić.
Najpiękniejsza z trenem

Panna młoda znajdzie tu także suknie z trenem, bardzo modne i bardzo drogie. Taka sukienka, co tu dużo mówić, może sprawiać trochę kłopotu, szczególnie w trakcie trwania wesela, kiedy panna młoda np. tańczy. Pomyślano i o tym. Jeżeli klientka wybierze suknię z trenem, drugą dostaje gratis, aby w razie potrzeby przebrać się. Na miejscu jest także spora kolekcja butów, które służą do przymiarek.
Najważniejsza fachowa pomoc

Różne kobiety do nas przychodzą, mówi pani Anna. – Są takie, które od razu pytają o suknie najdroższe, są takie, które nie wiedzą czego właściwie chcą. A ja w momencie, kiedy klientka wchodzi do pokoju wiem, w co ją ubrać, żeby czuła się dobrze i wyglądała pięknie. I tak przeważnie jest, że przymierzy piętnaście kreacji, a na koniec decyduje się na tą, którą ja jej proponowałam – śmieje się pani Anna. – Ania ma talent do tego fachu – dodaje jej mama, Maria Korbielak, która wraz z nią prowadzi wypożyczalnię.
A ta działa już prawie dziesięć lat

Wypożyczalnia przy Asnyka jest chyba największą wypożyczalnią w Rzeszowie. Na początku działalności prowadziła ją pani Maria Korbielak. Zaczynała od kilku sukienek odkupionych od właścicielki takiej samej placówki, która właśnie została zlikwidowana. Przez dziesięć lat przewinęły się przez wypożyczalnię setki kobiet. Największy ruch jest zawsze w miesiącach letnich. Taka tradycja. Zresztą nie ma się co dziwić, letnie wesela są po prostu tańsze.
Rynkowski ze ślubną suknią w tle

Pani Anna, zawsze uśmiechnięta, pełna ciepła i uroku nie chce się chwalić swoimi osiągnięciami. Pytana o sukcesy mówi: – Największym sukcesem jest to, że w poniedziałek dziewczyna, już mężatka, odnosi sukienkę i mówi, że jest szczęśliwa, bo wszyscy uczestnicy wesela orzekli, że wyglądała naprawdę pięknie. A sukces spektakularny. Owszem, już mówię. W roku ubiegłym nasza pracownia ubierała w ślubne suknie dziewczyny startujące w konkursie Miss Polonia. Prezentowały je na półfinale wojewódzkim w Jaśle i na finale w Rzeszowie. W koncercie brał udział znany polski piosenkarz Ryszard Rynkowski. Bardzo mu się te sukienki podobały. Zresztą trudno się dziwić, w pięknej, białej ślubnej kreacji każda kobieta wygląda jak księżniczka z bajki. I tak być powinno – dodaje.
Na każdą kieszeń

Sukienek w wypożyczalni jest bardzo dużo. Różne fasony, najnowsze tendencje. Dzisiejsze dziewczyny kalkulują co się opłaca, a co nie. Za nową sukienkę trzeba zapłacić minimum 1.500 zł. A po ślubie nie bardzo wiadomo co z nią zrobić. Natomiast koszt wypożyczenia sukienki od soboty do poniedziałku waha się w granicach 200 -450 zł.

Farbowanie sukni ślubnych

Co zrobić z niepotrzebną, zajmującą miejsce w szafie ślubną suknią? Jeśli nie chcemy jej sprzedawać, można spróbować przerobić na kreację wieczorową.

Jest tylko jeden warunek: suknia musi być uszyta z odpowiedniego materiału. To znaczy takiego, który “chwycą” używane przez farbiarnie barwniki. A nie jest to proste – 90 proc. sprzedawanych w Polsce sukni ślubnych wykonanych jest z poliestru, materiału, który – jak twierdzą fachowcy – do farbowania się nie nadaje.
Najpierw trzeba sprawdzić

Farby najbardziej lubią bawełnę, gipiurę, jedwab czy naturalne tkaniny z domieszką nylonu lub poliamidu. – Słowem takie, które pod wpływem wysokiej temperatury, w jakiej przeprowadzane jest farbowanie, nie stracą swoich właściwości – mówi pani z pralni i farbiarni przy ul. Karabeli 2.

Mimo że wiadomo, które materiały nie są tolerowane przez stosowane w farbiarniach barwniki, farbiarze nie chcą z góry zakładać, że dana suknia nie nadaje się do farbowania. – To zawsze jest sprawa indywidualna, dlatego najpierw muszę obejrzeć suknię, zrobić próbkę na fragmencie podszewki – mówi pani z zakładu przy Karabeli 2.

Zdarza się też, że – choć farby z reguły nie znoszą włókien sztucznych – i z sukniami uszytymi z tego typu materiałów czasem da się coś zrobić. Tak przynajmniej twierdzą przy ul. Joteyki 13. Jak? – To tajemnica firmy, ale mamy swoje sposoby – zapewnia pani w farbiarni.

Czasem jednak suknia może być uszyta z “dobrego” materiału, ale mieć wstawki wykonane z innej, nie nadającej się do koloryzacji tkaniny. Wtedy efekt będzie nieciekawy, chyba że przed koloryzacją damy suknię do przeróbki, usuwając niektóre fragmenty materiału.

Fachowcy zresztą zgodnie twierdzą, że w większości przypadków bez przeróbek i tak się nie obejdzie – suknie ślubne mają bowiem często specyficzny strojny krój – dlatego doskonale prezentują się na pannie młodej, ale kuriozalnie wyglądają jako typowo wieczorowe kreacje.
Spróbować warto

Jeśli nasza suknia uszyta jest z gipiury, jedwabiu bądź włókien z domieszką nylonu i poliamidu, chętnie przyjmie ją zakład mieszczący się przy ul. Karabeli 2. Ufarbujemy tu suknię na wszystkie kolory – zarówno jasne pastele, jak i ciemne brązy, granaty czy czerń. Na tego typu usługę nie ma stałej ceny – każda suknia jest wyceniana indywidualnie, a koszt zależy m.in. od ilości falbanek, zdobień i warstw materiału, prawdopodobnie nie będzie jednak niższy niż 150 zł. W zakładzie przy ul. Grochowskiej 90 ufarbują nam suknię już za 50 zł, jednak tylko pod warunkiem, że będzie uszyta z bawełny, zaś do zakładu przy ul. Joteyki 13 można oddać suknię uszytą prawie z każdego materiału – tu również wycena jest indywidualna, ale koszt usługi waha się średnio w granicach 80-100 zł. Tu z kolei najchętniej ufarbują nam suknię na kolory pastelowe – róż, błękit – ale jeśli uszyta była z “twardych” materiałów, barwy będą bardzo jasne.

Choć wygląd sukni po takim zabiegu jest wielką niewiadomą, farbiarze zapewniają, że jeśli cały proces został przeprowadzony prawidłowo, to końcowy efekt będzie bardzo zadowalający.

Kilkadziesiąt modeli sukni ślubnych, wieczorowych, fraków, smokingów i garniturów, do tego dodatki. To wszystko można kupić lub wypożyczyć w otwartym tuż przed sylwestrem salonie.

Wnętrze jest surowe, lecz niewielkiemu pomieszczeniu przytulności nadają stylowe meble – brązowe biurko, stojące za nim krzesło oraz dwa pufy.

Kilkadziesiąt modeli ślubnych sukien rozwieszono na wieszakach. Są białe i ecru, proste albo bardzo strojne. Choć część z nich można kupić (kosztują od 800 zł wzwyż), w salonie nastawiają się głównie na wypożyczanie. Suknie sprowadzane są z Włoch, USA, Anglii i Francji, do każdej z nich dodawany jest stroik, welon, halka i rękawiczki, a wypożyczenie (od czwartku do poniedziałku) kosztuje od 500 do 1,3 tys. zł (wypożyczalnia nie pobiera kaucji).

Natomiast jeżeli na ślubnym przyjęciu będziemy tylko gościem, możemy wypożyczyć suknię wieczorową. Są w różnych kolorach, a w zależności od rodzaju sukni zapłacimy za nie od 80 do 350 zł.

Również panowie znajdą tu coś dla siebie. W salonie za 300 zł można wypożyczyć frak (do którego dodawana jest kamizelka, białe rękawiczki i muszka), za 250 zł smoking (gratis pas i muszka) oraz garnitur (za 180 zł). Niedługo będzie można również na miejscu dokupić elegancką koszulę i dodatki.

Bose dziewczątko w powiewnej koszulce i salonowy wamp w obcisłej kreacji. Subtelna dama i roześmiana Kreolka. Panienka z dobrego domu i Cyganka wagabunda.

Pokaz mody ślubnej w warszawskim hotelu Sheraton udowodnił, że ślub to teatr, a panna młoda może zagrać role bardzo różnorodne.

Zapraszając do udziału w Gali projektantów polskich i zagranicznych, organizatorzy starali się dobrać suknie różnorodne, zarówno wysmakowane dzieła uznanych twórców, jak i te trafiające w szersze gusty. I w pełni im się to udało.

Najbardziej ekstrawagancką propozycją ślubnego stroju była sukienka w stylu cygańskim Marty Mizery – panna młoda odziana w mieniący się top zakrywający biust i obszerną wrzosową spódnicę biodrówkę odkrywającą pępek. Do tego wrzosowy kaptur na głowę i powłóczysty tren.

To był jednak wyjątek. Na wybiegu królowały niemal niepodzielnie wszelkie odcienie bieli: i tej śnieżnobiałej, i kości słoniowej, i tej złamanej odcieniem kremu. Czasem projektanci łączyli ją z błękitem, perłową morską zielenią, a nawet czerwienią, głównie jako ozdobę stanika, falban sukni lub trenu.

O tym, że suknia ślubna to nie uniform, można się było przekonać, porównując kreacje kolejnych projektantów.

Brytyjczyk Idol wymyślił idylliczną pannę młodą, jakby spod wiejskiej strzechy – bosą, z rozpuszczonymi włosami, pękiem polnych kwiatów w dłoni i w zwiewnej koszulce. Ale Brytyjczycy zaproponowali też stroje z zupełnie innej bajki, np. Amanda Wakeley eksponujące sylwetkę wieczorowe suknie w kolorze kremowym, zaś Ben de Lisi połyskujące czarne kreacje, które modelki prezentowały trzymając w dłoniach białe lilie. Iście królewska okazała się suknia tworzącego w Anglii Polaka Tomasza Starzewskiego – z bogato haftowanym stanikiem, spódnicą w kształcie tulipana i płaszczem z efektownym trenem.

Polscy projektanci Danuta i Jerzy Koziołowie pokazali kilka oryginalnych kreacji, m.in. odważną krótką sukienkę z wysoko odcinaną talią i asymetryczną kreację z jednym odsłoniętym ramieniem i przezroczystą spódnicą.

Firmy kierujące swą ofertę do szerszej publiczności także zachwyciły oryginalnością ślubnych sukien, często stylizowanych na stroje z epoki.

Pronuptia ubiera pannę młodą w suknię z gorsetowym topem – stąd wdzięczne ramiączka, haftki i wstążeczki. Gorset bywa kolorowy tak jak ogon sukni. Spódnica okazała, krynolinowa lub prosta z równie skromną górą.

Salon Sukni Ślubnych Panna Młoda stroi oblubienicę w sukienki białe i dwukolorowe – na przykład ze stanikiem i kokardą w drobne niebieskie kwiatki lub w stylową suknię w stylu kreolskim z gorsetem i falbanami we wzory w kolorze bieli i fuksji oraz zamaszystą spódnicą.


A co na głowę? Oczywiście welon. Upięty na czubku głowy lub zakrywający ją i ramiona, spowijający twarz tajemniczą zasłoną. Gładki lub z subtelnym haftowanym szlakiem. Modelki prezentowały również stylowe kapelusze, stroiki z kwiatów i bardzo popularne na Zachodzie diademy, które nam mogą się kojarzyć z konkursami piękności.

Nieodłącznym atrybutem stroju panny młodej okazały się również dziewczynki w białych sukienkach, których zadaniem jest podtrzymywanie welonu lub ciągnącego się za suknią trenu.

W ubiegłym roku w Polsce na ślubnym kobiercu stanęło 250 tysięcy par. Te, które wybierały stroje francuskiej firmy Katrin Cymbeline najchętniej wybierały szerokie krynoliny.

Coraz częściej decydują się na modele z odkrytymi ramionami i głębokimi dekoltami. Przed czterema laty, gdy firma wkraczała na nasz rynek, kobiety raczej unikały odważnych fasonów.

- Polki nie różnią się szczególnie gustami od dziewczyn z Europy Zachodniej, model, który bije rekordy popularności w innych krajach, najchętniej kupowany jest też w Polsce – mówili polscy dystrybutorzy.

Modele francuskie na naszym rynku potrzebują jednak pewnych przeróbek. Polki mają od Francuzek większe biusty i szersze biodra, za to szczuplejsze talie.

Pod koniec marca w hotelu Sheraton firma Katrin Cymbeline pokazała swoją nową kolekcję Wiosna-Lato’97, z którą do Polski przyjechała ich projektantka i prezes firmy Evelyne Delaroche.

Pokaz otworzyła suknia z podniesionym stanem przypominająca kreacje z epoki Napoleona. Odkryte ramiona – bufki i stanik z czerwonego wytłaczanego w kwiaty atłasu, z tyłu dopięty długi, czerwony tren, do tego biała wąska suknia. Na otwarciu była również suknia-hit od kilku sezonów – biała krynolina z atłasu, z sznurowanym z tyłu gorsetem w niebiesko-srebrne paski. Ramiona i plecy odkryte.

Kilkadziesiąt modeli nowej kolekcji to prawdziwy przegląd przez epoki. Tak jak sobie życzą klientki królują oczywiście kopie stylu barokowego z szerokimi krynolinami, ale są również bardzo proste modele w stylu retro. Widoczne są też hiszpańskie akcenty – dużo delikatnych koronek – na białych gładkich sukniach “wdzianka” z koronek, koronkowe welony i koronkowe chusty.

Dwuczęściowe “ślubne komplety” to coraz częściej proponowane przez Cymbeline rozwiązanie. – Moda jest teraz tak szalona, że pozwala ślubny strój wykorzystywać jeszcze wiele razy po uroczystości – tłumaczyła projektantka Delaroche.

Suknie Katrin Cymbeline kosztują od 1,2 tys. zł do 3,5 tys. zł. Można je kupić w Centrum Ślubnym przy ul. Leszno 32 i w salonie Młoda Para przy ul. Świętokrzyskiej 30. w Warszawie

Search
Archives